niedziela, 11 sierpnia 2013

Praca po socjologii i kierunkach humanistyczno-społecznych - fakty i mity

Na wstępie jednak mała sprawa techniczna. O ile jeden post na miesiąc jest moim zdaniem ok, ponieważ piszę dość obszerne posty, tak z góry mówię, że następnego postu nie będzie prawdopodobnie we wrześniu. Wrzesień planuję przeznaczyć na pisanie mojej pracy magisterskiej, to jest dokończenie kilku rzeczy, przepisanie wywiadów, itd. Dlatego do blogowania prawdopodobnie wrócę w październiku.

To tyle tytułem wstępu. Dziś chciałabym się jednak zająć kwestią, która jest kluczowa dla mnie niemalże od początku moich studiów. Od początku słyszałam tylko "Gdzie można po tym pracować". Często spotykam też takie oto żarty: 


I doszłam do wniosku, że pora rozprawić się z kilkoma mitami. Nie uważam jednak, że to być może kogoś zachęci do studiowania socjologii, lecz moim celem jest pokazanie, że pewne stereotypy nie są do końca zgodne z rzeczywistością.

Mit #1 - "Po socjologii nie ma pracy."
Znaczy jest to po części mit, a po części prawda. Dlaczego? Powiem tak - prawda jest pod tym względem, jeśli ktoś decyduje się na specjalizację bardzo ogólną lub bardzo wąską, niszową. Na szczęście jednak (choć nie jestem na 100% pewna), chyba już nie ma uczelni, która oferowałaby socjologię "czystą", bez żadnych konkretnych specjalizacji. Te specjalizacje mogą być różne. Moja uczelnia przynajmniej na poziomie licencjatu oferowała po pierwszym roku studiów dwie specjalizacje: socjologia rynku i pracy oraz socjologia małżeństwa i rodziny. Obydwie miały takie zalety, że łączyły one wiedzę z różnych dyscyplin - np. na specjalizacji "rodziny" niezbędna była wiedza pedagogiczna, czy psychologiczna. Ja natomiast skończyłam specjalizację rynku i pracy, gdzie miałam dużo przedmiotów powiązanych z zarządzaniem, ekonomią i marketingiem, stąd m.in. moje posty na temat reklamy, marketingu, itd. I nawet te dwie specjalizacje otwierają już szereg ciekawych możliwości. Ale zacznę raczej od najogólniejszych "propozycji" pracy, a skończę na tych bliższych mojej specjalizacji. 
  • Praca w administracji, urzędach, itd. Wbrew pozorom, nie każdy urząd jest taki, że przyjmuje tylko i wyłącznie prawników, ludzi po administracji, itd. Jest przynajmniej jeden urząd, w którym taka wiedza, choć jest zalecana, to właśnie o wiele lepsza jest wiedza socjologiczna, czy ekonomiczna. A najlepiej i jedno i drugie jest wskazane. Jaki to urząd? Mowa o urzędzie statystycznym. Każde województwo ma przynajmniej jeden oddział urzędu statystycznego (u mnie np. są bodajże również 3 filie). W trakcie studiów licencjackich miałam tam praktyki. I wbrew pozorom, to jest nie tylko papierkowa robota. Dowiedziałam się na wstępie, że dane demograficzne, np. ze spisu powszechnego trafiają do GUSu, który ma siedzibę w Warszawie (i jeśli ktoś jest z Warszawy, to muszę powiedzieć, że oni to dopiero tam mają mnóstwo propozycji praktyk i staży - i w pierwszej kolejności są preferowani studenci socjologii i ekonomii), a poszczególne urzędy statystyczne w danym województwie mają swoją "działkę". Urząd Statystyczny w Zielonej Górze zajmuje się prognozowaniem rozwoju gospodarczego. W skrócie polega to na tym, że wszystkie firmy w Polsce co jakiś czas (o ile dobrze pamiętam, to te mniejsze co 3 miesiące, a większe co miesiąc) wysyłają raporty, którymi zwykle zajmują się kadry. W takim raporcie firma pisze o tym, czy nastąpił rozwój, zastój, czy może regres firmy i jak firma będzie sobie radzić w ciągu trzech najbliższych miesięcy (taka samodzielna prognoza). To wszystko trafia do Zielonej Góry. Stąd potem w telewizji komunikaty, typu "GUS ogłosił, że w tym i w tym kwartale nastąpił rozwój gospodarczy o tyle i tyle procent..." Oczywiście w Urzędzie Statystycznym są inne działy, różne stanowiska, np. można zostać ankieterem. Jedna ankieta polega na badaniu ekonomicznym gospodarstw domowych (czyli rodzina mówi o tym, jak im się powodzi), w innej natomiast należy spisywać ceny w sklepie, po to również, aby GUS mógł też ogłosić podwyżkę lub obniżkę cen w stosunku do poprzedniego miesiąca. Są badania rolnictwa. Są poszczególne analizy statystyczne. Wydawanie biuletynów, które są dostępne za darmo. Wydawanie REGONu dla nowych przedsiębiorstw (swoją drogą, choć nie byłam w tym dziale, to słyszałam, że pod tym względem jest to najmilszy urząd w Polsce, ponieważ pracownicy potrafią nawet dzwonić, by się upewnić, czy petent sobie poradził ze wszystkim). Mnóstwo rzeczy generalnie. I chyba jedynym dokumentem prawnym, jaki trzeba znać, jest ustawa o służbie cywilnej. Zresztą, moim zdaniem, wiedza administracyjna jest do nadrobienia w niemal każdym urzędzie, a akurat absolwent kierunku społecznego może mieć coś, co jest bardzo przydatne - umiejętność komunikowania się (w końcu do urzędów przychodzą różni ludzie), łagodzenia konfliktów, czy zwyczajne zrozumienie danego człowieka. Choć nie mówię, że koniecznie tak musi być. 
  • Praca w różnych domach opieki, MOPS, pomoc społeczna ogólnie. Od razu jednak przyznam, że od kilku lat istnieje odrębny kierunek studiów, który bardziej przygotowuje do pracy w takim zawodzie, niż socjologia, a jest nim praca społeczna. Ale właściwie ktoś, kto kończył socjologię (tak jak u mnie) małżeństwa i rodziny, teoretycznie powinien być przygotowany do tego zawodu, do pracy z osobami starszymi, czy trudną młodzieżą. Z góry jednak mówię - praca dla wytrwałych. Wiem to z doświadczeń innych i rozmów ze znajomymi. W ośrodkach pomocy społecznej po studiach nie oferują złej stawki na początek (a przynajmniej tak było jeszcze z 2 lata temu), jednakże kryje się tu haczyk. Jest to praca, w której łatwo grozi wypalenie, stres, choroby zawodowe. Nie jest to praca dla osób szczególnie wrażliwych, gdyż trzeba odwiedzać takie miejsca, o których czyta się w tabloidach, czyli miejsca, gdzie jest brudno, gdzie ludzie są zaniedbani, chorzy, uzależnieni. Nie są to przyjemne widoki. A i są sytuacje, gdzie człowiek uzależniony od alkoholu potrafi przyjść i grozić, ponieważ on chce zasiłek. I niestety, moim zdaniem nawet wysoka stawka nie rekompensowałaby mi stresu, jaki miałabym przeżyć w tej pracy. Dlatego tak wiele osób stamtąd odchodzi. Ja jednak jestem zbyt wrażliwym człowiekiem, by czegoś takiego się podjąć.
  • Nauczyciel WOSu w szkole, animator. To jest akurat dość zaskakujące, bo powiem wprost: nie spotkałam się osobiście z przypadkiem, żeby ktoś po socjologii pracował w szkole. Studia podyplomowe z WOSu oferuje się dla nauczycieli historii, ale gdzieś czytałam w gazecie, jak ktoś z moich wykładowców mówił, że spotkał się z czymś takim, że któryś absolwent zaczął pracować w szkole. Jak mu się to udało, tego nie wiem, ale podejrzewam, że tym minimum to był kurs pedagogiczny i zdobycie uprawnień (zawód socjologa nie ma uprawnień pedagogicznych), a także jakiś kurs, albo studia podyplomowe, bo WOS jest niestety przedmiotem, gdzie mamy raczej więcej wiedzy na temat prawa, czy polityki, niż na temat samego społeczeństwa (jakie podręczniki bym nie przeglądała, to zawsze dział o społeczeństwie to tylko niewielka część całości, jeden dział może). Z animatorem sprawa jest podobna, ponieważ przynajmniej na mojej uczelni jest kierunek animacja kultury (który jest specjalizacją z pedagogiki) i prędzej absolwenci tego kierunku mają pierwszeństwo do wykonywania takiego zawodu. Nie mówię, że jest to niemożliwe jednak w przypadku absolwenta socjologii, który powiedzmy zrobił specjalizację z socjologii kultury i zdobył uprawnienia pedagogiczne. Jest to jednak dość trudne. 
  • Dziennikarz. Będę tu szczera. Jeszcze w klasie 3 liceum myślałam o tym, by zostać dziennikarką. Chciałam iść nawet na studia polonistyczne, albo dziennikarskie. Skąd więc wzięła mi się socjologia? A wynikało to z rozmowy z moim wychowawcą, który powiedział, że studia dziennikarskie nie przygotowują do tego zawodu, dają one tylko warsztat, który można samemu nadrobić, idąc nawet na kurs, czy studia podyplomowe. Problemem jest jednak to, że musisz mieć wiedzę, żeby pisać o czymś. I wychowawca dodał, że lepsze teksty są napisane przez specjalistów z konkretnych dziedzin, np. z fizyki, psychologii, chemii, biologii, językoznawstwa, czy właśnie socjologii, niż przez kogoś, kto skończył tylko dziennikarstwo (zresztą, bądźmy szczerzy, patrząc na dziennikarzy z tych dużych gazet, to spora część z nich właśnie nie wie, o czym pisze, nie potrafi zrobić researchu w danym temacie. Również nie mówię tu o wszystkich! Znam przynajmniej jedną osobę, która wie, o czym pisze i chwała jej za to, lecz szkoda, że jest to jedynie na szczeblu lokalnym). Ale wracając do mojej historii: przemyślałam tę sprawę i doszłam do wniosku, że mój wychowawca ma rację. Lepiej jest mieć wiedzę w jakiejś dziedzinie. Psychologii na mojej uczelni nie ma, ale była socjologia, a tematy społeczne zawsze mnie interesowały. I tak to już się kręci piąty rok... A marzenie o dziennikarstwie porzuciłam. To znaczy, nie wykluczam, że być może mogłabym napisać kilka tekstów do czasopism, ale nie chciałabym stałej współpracy. Wiem trochę, jak to bowiem wygląda od kuchni, bo mieszkałam przez rok właśnie z tą osobą, która jest dziennikarzem i codziennie ta osoba opowiadała mi, jak to wygląda. Stres niesamowity. Poza tym, niestety nie ma tak jak w serialach, czy w filmach, temat do artykułu musisz znaleźć sobie samemu. Ciężko jest znaleźć temat, który się nie powiela, niestety. Praca na stały etat? Tylko, jeśli umiesz się przebić. W redakcjach również panuje wyścig szczurów, niestety. 
  • Ankieter. Od razu jednak zaznaczę: nie znam przypadku, żeby praca ankietera była pracą stałą, za biurkiem, od 8 do 16, na etat, itd. Jest to bardziej praca dodatkowa, dorywcza, na umowę o dzieło najczęściej. Miałam jednak okazję popracować w ten sposób. Dostałam jedno zlecenie, gdzie pojechałam z koleżanką. Ankiety są najczęściej na zlecenie jakiejś firmy, bardzo rzadko zdarzają się one na tematy stricte społeczne (a o ankietowaniu w badaniu exit poll - czyli po wyjściu ludzi od urn po wyborach - można sobie pomarzyć, bo tym zajmuje się gigant na polskim rynku, czyli TNS Global, dawniej OBOP). Jednak jest na rynku trochę firm, które zajmują się badaniami marketingowymi, czy badaniami uczestnictwa w kulturze. Moje badanie polegało na przeprowadzeniu wywiadu z osobami z konkretnych miejscowości. Na kartce miałam, ile osób należy znaleźć, w jakim przedziale wiekowym i jakiej płci, a samo badanie było na temat tego, czy mieszkańcy wiosek zgadzają się na budowę kopalni w pobliżu ich miejscowości. Przy jednorazowym takim zleceniu (to akurat było dla firmy, która współpracuje z moją uczelnią) można trochę zarobić, jednak jest to męczące. Nie można zmusić nikogo do badania, więc pozyskanie osób było dość trudnym zadaniem momentami, zwłaszcza, jeśli miejscowość jest mała. Czytanie w kółko tych samych pytań również męczy, pod koniec dnia ma się dość. W dodatku nie można wprowadzić żadnych poprawek, ulepszeń, itd. Bo choć ja jako studentka socjologii, jak i koleżanka, widziałyśmy, że w tej ankiecie niektóre pytania są bez sensu, nietrafione, to nie mogłyśmy z tym nic zrobić. Mimo wszystko dobrze wspominam ten dzień. I dodam, że po przejściu szkoleń każdy może zostać takim ankieterem. A jeśli nie, to za chwilę napiszę o innej pracy, podobnej do ankietera, ale polegającej na trochę innej rzeczy.
  • Tajemniczy klient/Mystery shopper. Jest to praca również dorywcza, podobnie jak ankieter, ale ostatnio właśnie spróbowałam się w to bawić. Podoba mi się dogodny system rekrutacji - nie musisz mieszkać w wielkim mieście, by zostać tajemniczym klientem. Większość firm oferuje bowiem rejestrację i szkolenia przez internet, a kontaktują się z tobą drogą mailową lub telefoniczną. Ale na czym polega ta praca? Generalnie na sprawdzaniu jakości obsługi w odpowiednim lokalu, np. w supermarkecie. Dostajemy konkretny scenariusz zachowań (co musimy zrobić, o co zapytać, co sprawdzić, itd.). Czasami trzeba dokonać zakupu kontrolnego (ale przeważnie ta kwota jest zwracana przy rozliczeniu) i przesłać skan paragonu, a czasami wizyta jest bez zakupu, ale np. z nagraniem. Potem, w domu, przez internet wypełniamy ankietę na temat tego, jak było w danym sklepie/placówce. Szczerze, choć zarobki nie są wysokie, to praca taka ma swoje zalety. Umowa o dzieło nie związuje z jedną firmą, można pracować dla kilku (ja dostaję zlecenia od dwóch firm), można pracować o takich godzinach, jakie tobie odpowiadają, a i czasami jest to też dobra okazja do zakupu np. ubrań. Generalnie polecam taką pracę każdemu, kto ma czas na nią. Wiedza socjologiczna nie jest konieczna, ale mi się przydaje przy wypełnianiu ankiet. Są to jednak badania marketingowe (miałam o nich nawet wzmiankę na zajęciach). Dla jakich firm pracuję? Tu nie podam, ewentualnie mogę podać prywatnie, drogą mailową. Jeśli ktoś jednak chciałby się dowiedzieć, jakich firm szukać, jakich unikać, które nawiązują współpracę - polecam przejrzenie tego forum (a konkretnie chodzi o wątek "Katalog firm").
  • Reklama, dział promocji, PR, itd. Teoretycznie PR powinnam wrzucić oddzielnie, ale niech będzie. Po mojej specjalizacji jesteśmy przygotowani do tego, by tworzyć odpowiednie ulotki, reklamy, promować firmę, czy tworzyć jej PR (w skrócie PR to relacje z otoczeniem, które wbrew opinii nie polegają na kłamstwie, tylko właśnie na mówieniu prawdy). Wiem, że kilka osób z mojego roku znalazło pracę w takiej branży. Jest to moim zdaniem jednak praca dla ludzi kreatywnych, którzy umieją pracować w grupie i mają pomysły na promocję. A PR to jednak praca trudna, do której ciężko się dostać komuś, kto nie ma doświadczenia, niestety.
  • Dział HR, rekrutacji, kadry. Osobiście - praca moich marzeń. Nieźle płatna, polegająca na kontaktach z ludźmi, łagodzeniu konfliktów w firmie, zajmująca się rekrutacją nowych pracowników, praca polegająca na komunikacji między działem kierowniczym, a pracowniczym. I również jest tu potrzebna wiedza na temat ludzkiej psychiki, działaniu w grupach, konfliktów, umiejętność komunikacji, wczucia się w człowieka. Jednakże w przyszłości chciałabym mieć taką pracę i chciałabym szukać czegoś w tym kierunku. Lecz co będzie, to będzie.
Oczywiście zawsze pozostaje robienie doktoratu i praca na uczelni w charakterze wykładowcy, ale moim zdaniem to już zupełnie inna bajka, tylko dla wybranych. 

Mam nadzieję, że w kolejnym poście rozprawię się z kolejnymi mitami :)
Lokalizacja: Zielona Góra, Polska

5 komentarzy :

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :) wiem, że post jest stary, ale może jeszcze zaglądasz na bloga/skrzynkę. Chciałam zapytać o firmy, z którymi współpracowalas w czasie pisania tego postu. Mogłabyś napisać o nich więcej? trebmalssj4@gmail.com
    Z góry bardzo dziękuję i pozdrawia

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi pomogłaś. Dziękuję,jednakże mam pytanie dział HR bardzo mnie to zainteresowało mogła byś podać mi namiary do jakiś firm które się zajmują rekrutacją takich osób z góry dziękuję mam swiadomosc że to jest już bardzo stary post ale może odpiszesz kto wie cuda sie zdarzają . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi pomogłaś. Dziękuję,jednakże mam pytanie dział HR bardzo mnie to zainteresowało mogła byś podać mi namiary do jakiś firm które się zajmują rekrutacją takich osób z góry dziękuję mam swiadomosc że to jest już bardzo stary post ale może odpiszesz kto wie cuda sie zdarzają . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że po socjologii da się znaleźć pracę w zawodzie, a ja jestem najlepszym przykładem :) Chciałabym podzielić się swoim doświadczeniem i pomóc choć jednej osobie :)

    http://okiemsocjologa.pl/czy-jedynym-zawodem-po-socjologii-jest-duzy-zawod/

    http://okiemsocjologa.pl/byc-badaczem-rynku/

    OdpowiedzUsuń