Tytuł brzmi zagadkowo, ale już tłumaczę. Otóż... Tak mało świątecznie, ale statystyki są okrutne - mówi się, że co chwila gdzieś na świecie umiera człowiek. Niekoniecznie z przyczyn naturalnych. Dlaczego więc cały czas nie jesteśmy smutni, nie rozpaczamy z tego powodu? Dlaczego nie robią tego nawet najwrażliwsze jednostki na świecie, które walczą o to, aby na świecie było lepiej?
Stalinowi przypisuje się słowa "Jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka." Można się na te słowa bulwersować, można krzyczeć, że skoro powiedział to Stalin, to pewnie to jakieś kłamstwo. Ale niestety, wystarczy się przyjrzeć własnemu zachowaniu, by przekonać się, że to prawda. Bo inaczej - dlaczego rozpaczamy, gdy dowiadujemy się o śmierci bliskiej nam osoby, a gdy w wiadomościach mówią o tym, że zginęło ileś tam osób w jakimś wypadku, czy w jakiejś katastrofie, to potrafimy jednak zjeść spokojnie obiad?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: zachodzi tu zjawisko, zwane jako kompresja czasoprzestrzeni. Jest ono związane z rozwojem mediów i z globalizacją. Dzięki mediom dostajemy bardzo szybko wiadomości z całego świata. Przez to niektórzy mogą mieć nieco mylne wrażenie, że dzisiejszy świat składa się z samego zła, że tylko wojny, przestępstwa, katastrofy, że "wcześniej tego nie było". Było. Było, tylko myśmy o tym nie wiedzieli tak szybko. Albo nie dowiadywaliśmy się o tym wcale. Nie mówiąc o tym, że jest to konsekwencja rozwoju cywilizacyjnego (często zakłóconego w przypadku krajów Trzeciego Świata). Przez to zjawisko mamy wrażenie, że jesteśmy w stanie współczuć ludziom, którzy są daleko od nas i spotkała ich jakaś tragedia. To też mylne wrażenie. Nawet jeśli jesteśmy w stanie się wzruszyć, to jest to tylko na moment. Potem wracamy do normalnego rytmu życia. A to dlatego, że po prostu nas tam nie ma. Siedzimy sobie w bezpiecznym, ciepłym kącie i nie przeżywamy tego. Dlatego też to jest jeden z powodów, dla którego powinniśmy patrzeć krytycznie na wszelkie informacje pochodzące z mediów.
No, dzisiaj notka krótsza, acz mam nadzieję, że wszystko wyjaśniłam dobrze w tym poście. A w następnej (to już zapewne po Nowym Roku, dlatego życzę wszystkim wszystkiego najlepszego) rzecz o "sekciarstwie naukowym".
Stalinowi przypisuje się słowa "Jedna śmierć to tragedia, milion - to statystyka." Można się na te słowa bulwersować, można krzyczeć, że skoro powiedział to Stalin, to pewnie to jakieś kłamstwo. Ale niestety, wystarczy się przyjrzeć własnemu zachowaniu, by przekonać się, że to prawda. Bo inaczej - dlaczego rozpaczamy, gdy dowiadujemy się o śmierci bliskiej nam osoby, a gdy w wiadomościach mówią o tym, że zginęło ileś tam osób w jakimś wypadku, czy w jakiejś katastrofie, to potrafimy jednak zjeść spokojnie obiad?
Odpowiedź na to pytanie jest prosta: zachodzi tu zjawisko, zwane jako kompresja czasoprzestrzeni. Jest ono związane z rozwojem mediów i z globalizacją. Dzięki mediom dostajemy bardzo szybko wiadomości z całego świata. Przez to niektórzy mogą mieć nieco mylne wrażenie, że dzisiejszy świat składa się z samego zła, że tylko wojny, przestępstwa, katastrofy, że "wcześniej tego nie było". Było. Było, tylko myśmy o tym nie wiedzieli tak szybko. Albo nie dowiadywaliśmy się o tym wcale. Nie mówiąc o tym, że jest to konsekwencja rozwoju cywilizacyjnego (często zakłóconego w przypadku krajów Trzeciego Świata). Przez to zjawisko mamy wrażenie, że jesteśmy w stanie współczuć ludziom, którzy są daleko od nas i spotkała ich jakaś tragedia. To też mylne wrażenie. Nawet jeśli jesteśmy w stanie się wzruszyć, to jest to tylko na moment. Potem wracamy do normalnego rytmu życia. A to dlatego, że po prostu nas tam nie ma. Siedzimy sobie w bezpiecznym, ciepłym kącie i nie przeżywamy tego. Dlatego też to jest jeden z powodów, dla którego powinniśmy patrzeć krytycznie na wszelkie informacje pochodzące z mediów.
No, dzisiaj notka krótsza, acz mam nadzieję, że wszystko wyjaśniłam dobrze w tym poście. A w następnej (to już zapewne po Nowym Roku, dlatego życzę wszystkim wszystkiego najlepszego) rzecz o "sekciarstwie naukowym".
